Krzyki z Fabryki

krzyki z fabrykiByły krzyki, były hałasy, było granie na bębnach, krótko mówiąc – była dobra impreza! W zeszłą sobotę fani house`u mieli po raz kolejny okazję wyszaleć się na parkiecie. Oprócz Miśka i Claudynego, którzy grali podczas „Trach! Party”, na scenie zagościł DJ Yasiński. Organizacją zajęło się Stowarzyszenie Awantura, a impreza trwała do baaardzo późnego wieczoru. Po imprezie skontaktował się z nami jeden z mieszkańców pobliskich zabudowań, pan Staszek – z zawodu bezrobotny. Oto co od niego usłyszeliśmy:
Panie, bo to było tak: Jak co sobota leżę w łóżku, sennym wzrokiem śledząc „Jak oni śpiewają” na Polsacie. Nagle jak coś nie huknie, jak coś nie trzaśnie, aż mojej Heli kapcie pod sam sufit poleciały. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem do okna sprawdzić, czy to przypadkiem nie Al-Kaida jakąś bronią jądrową chce nas ukatrupić. Za oknem to co zawsze – Baśka w klatce winko sączy, a poza tym nic nie widać. Dało się za to słyszeć takie jakby „umc, umc”, z stołówki Fosforów, co to ją młodzi „Fabryką” nazywają. Pomyślałem, że dyskoteka jakaś, młodzi szaleją, bo teraz to „umc, umc” na fali jest. Wróciłem do łóżka, lekko podgłośniłem telewizor, coby lepiej usłyszeć komentarz Edytki, jednak to nie pomogło. Z natury trochę porywczy ze mnie człowiek „Umc, umc” było zdecydowanie za głośne!! Nie zastanawiając się za długo założyłem kalesony i buty. Wziąłem Helę pod pachę i poszliśmy uciszyć trochę imprezę.
Pizgawica na dworze była straszliwa. Nie zważając na to pobiegliśmy z Helką do Fabryki. Ona w kapciach, ja gumiaki założyłem, bo na deszcz się zbierało. Hałas rósł z każdym krokiem. Wpadliśmy na salę, było ciemno, tylko jakieś takie światło mrygało, jakby co chwilę ktoś zdjęcie robił. Ja kulturalnie spytałem jednego wyrostka, z kim mam gadać, żeby uciszyć całe to zamieszanie. No może wypsło mi się przy tym kilka wyrazów na „k” i „ch”, jednak jego reakcja to był dopiero szczyt chamstwa, za przeproszeniem! Młodemu uśmiech z pyska nie schodził, nie zwrócił na mnie uwagi i za chwilę poszedł tańczyć. Kulturalni ludzie tak nie robią! Co się dzieje z tą młodzieżą? Dalsze poszukiwania kogoś, kto mógłby uciszyć cały ten galimatias przerwała mi Helka. Oczy jej się zaświeciły, zaczęła wywijać delikatnie bioderkami w rytm wodzireja Miśka. Skłamałbym, gdybym napisał że mi się to nie spodobało. Takiej Heli to ja nie widziałem od pamiętnego 1995, gdy byliśmy na weselichu naszej jedynaczki Zośki. Helka wyszeptała mi na ucho, że na sali tak samo zimno jak na dworze i może warto by było potańcować trochę i rozgrzać kości, jak za starych dobrych lat. Co się potem działo! Szaleliśmy z Helą do samiutkiego końca! Grał Miśek, grał Claudyny, a potem na końcu wystąpił niby jakiś wodzirej z Irlandii, ale nazywał się całkiem po polsku – Yasiński. To był chyba „chwyt marketingowy”. Muszę przyznać, że te „umc, umc” strasznie mi się spodobało. Hela wywijała jak dwudziestolatka. Wokół wszyscy byli tacy życzliwi i uśmiechnięci, aż na koniec zrzuciłem gumiaki i zacząłem tańczyć kazaczoka.
Cały następny tydzień przeżywaliśmy tę potańcówkę. Hela za każdym razem jak lecę po kartofle na obiad przypomina mi, żebym zerknął czy na mieście nie ma plakatów kolejnej imprezy. Nie możemy się doczekać! Mam nadzieję, że będzie równie głośno i znów przegapimy „Jak oni śpiewają”. Mam również nadzieję, że uda mi się dopaść w końcu organizatorów i pogratulować im tak udanej imprezy.
dragu
http://www.lastfm.pl/event/385140

4 myśli na temat “Krzyki z Fabryki”

Możliwość komentowania jest wyłączona.