Fabryka Rapu – koncert charytatywny

fabrykarapuPierwsza tegoroczna impreza w Fabryce odbyła się w myśl zasady „przyjemne z pożytecznym”. Przyjemne: dzięki udziałowi w przedsięwzięciu raperów i breakdancerów. Pożyteczne: ponieważ cały zysk z wydarzenia został przeznaczony na rehabilitację Michałka Gumieniaka. Jak się okazało, na imprezę po raz kolejny wybrał się pan Staszek, któremu teraz oddaję głos.

Witam szanownych organizatorów Fabryki Rapu. Pan Staszek kłania się po raz kolejny. Nie będę owijał w bawełnę. Znowuż wybrałem się na imprezę do Fabryki. Po tych całych Krzykach byliśmy tak zauroczeni klimatem potańcówki, że chcieliśmy od razu wbijać na kolejną. Helka codziennie po drodze do Biedronki plakatów wypatrywała. Niestety, o imprezie ani widu, ani słychu. Córka sąsiadki powiedziała: „panie, oni te imprezy to w Internecie reklamują”. My to nawet tego całego komputera nie mamy. Straciłem nadzieję na kolejne harce na potańcówce. Helka po jakimś czasie przestała rozglądać się po mieście za plakatami.

Wtedy przyjechała do nas Mariolka ze swoim mężem Rafałem. Kochany chłopak, ma czarne BMW, takie ładne łańcuszki nosi na szyi, a Mariolka mówi, że nawet nigdy jej uderzyć nie chciał. Jak się okazało, jedynaczka przyjechała z radosną nowiną: już niedługo będę dziadkiem. Pogratulowałem Rafałowi szczęścia. Helka ucieszona z obecności Mariolki wystawiła na stół wodę mineralną i sok. Ja, jako głowa rodziny polałem po jednej szklaneczce. No i tak sobie zaczęliśmy tę wodę popijać.

Po którejś z kolei szklance wszystkim zrobiło się bardzo ciepło i Helka okno uchyliła. Wtedy żywą dyskusję przerwała Mariolka, której wydawało się, że słyszy jakąś muzykę. Pobiegła do okna i zaczęła nasłuchiwać. Ja z Rafałem zaczęliśmy się śmiać, że pewniakiem jakiegoś przejeżdżającego Mercedesa usłyszała to i pobiegła. Wtedy Mariolka nas zawołała, żebyśmy sami posłuchali. Rafał, trochę chwiejnym krokiem podszedł do okna i zaczął nasłuchiwać. Powiedział: „Szwagier, tam kurna jest niezła jazda”. Nie wiedziałem za bardzo o co mu chodzi, jednak przyznałem mu rację. Helka popatrzyła na mnie takim samym wzrokiem jak tamtego wieczoru, gdy tańczyłem przed nią w gumiakach kazaczoka. Powiedziałem Rafałowi, że trza tam iść, bo tam to potańcówki są najlepsze w okolicy. Nie musiałem długo namawiać szwagra. Wskoczył w swoje wypicowane srebrne adidaski, ja wziąłem Helę pod pachę i ruszyliśmy. Przeszliśmy połowę drogi gdy zorientowaliśmy się, że Mariolka w domu została. Zięć powiedział żebyśmy po nią poszli, a my znajdziemy go na potańcówce. Poszliśmy z matką z powrotem do domu. Mariolka leżała na kanapie i najwyraźniej smacznie spała. Nie udało się nam jej obudzić. Łyknęliśmy z Helką po szklaneczce i poszliśmy na imprezę.

Przed wejściem spotkała nas niespodzianka. Kafar z napisem „Organizator” powiedział, że wejście kosztuje 7 zł. Helka wyciągnęła portmonetkę i zapłaciła. Przy wejściu chcieli nas jakimś czarnym mazakiem zaznaczać, i tu chciałbym złożyć skargę na organizatorów, bo co to ma być?

Fabryka wyglądała inaczej niż ostatnio. Światła jakieś inne, ludzie też jacyś tacy nie ci sami co wtedy. Jakoś nie mogłem się w tym wszystkim odnaleźć. Na szczęście Helka wyglądała tak samo jak podczas poprzedniego disko.
Na scenę wyszli chłopaki w spodniach jak worki na ziemniaki. Halina powiedziała, że to hiphopowcy i że ona w telewizji takich widziała, i że przystojni tacy, i ona se chce popatrzeć. Powiedziałem jej, że idę poszukać Rafała, ale Helka nie zwracała już na mnie uwagi.

Nie zajęło mi wiele czasu odnalezienie zięcia. Palił papierosa i był strasznie niezadowolony z potupajki. Jak mu powiedziałem, że Mariolka w domu została to stwierdził, że idzie do domu bo myślał, że to będą dobre technobalety, a tu ani jazdy żadnej, a co dopiero myśleć o wiksie. Nie za bardzo wiedziałem o co Rafałowi chodzi, ale przyznałem mu rację i wysłałem do domu do śpiącej Mariolki.
My z Helą pobalowaliśmy tej nocy ostro. Muzyka była jakaś taka inna niż ostatnio. Helce jednak podobało się to o wiele bardziej niż ostatnio. Sie bujała na parkiecie, a ja starałem się jej kroku dotrzymać. Łatwo nie było, bo to szwarne dziewcze. Po koncertach raperskich dowiedziałem się, że za chwilę szykuje się jakaś bijatyka. Trochę się przestraszyłem, że jeszcze w mordę trza będzie komuś dać i powiedziałem Helce, że trza uważać. Hela powiedziała mi, żem stary i głupi cep, bo chłopaki będą się bić na tańce wygibańce. Zrozumiałem dopiero jak zobaczyłem. Tancerze podzielili się na dwie ekipy i zaczęli wywijać. No działo się niesamowicie. Na głowach się kręcili i robili takie pirłety, że co chwilę się za głowę z wrażenia łapałem. Helka szczególnie kibicowała chłopakom z Gryfowa, a ja jej wtórowałem. Myślałem nawet przez chwilę, coby wyskoczyć i kazaczoka im pokazać, jednak trema mnie zeżarła. Tańce wygibańce trwały dość długo, aż w końcu publiczność wyłoniła zwycięzców. Po mordzie nikt nie dostał. Trochę w sumie szkoda, ale co poradzić. Potem przetańczyliśmy z Helką do samiutkiego końca imprezy. Znów czuliśmy się jakbyśmy mieli po 20 lat. Dziękujemy organizatorom i mamy nadzieję, że zrobicie jakąś fajną imprezę. Rafał mówi, że chętnie podpowie jakich muzykantów można by sprowadzić.

Dziękujemy za relację i podpowiedź. Co do gustu Rafała mamy jednak pewne obawy. Być może kiedyś skorzystamy, aczkolwiek nie gwarantujemy.

Pierwsza czysto rapowa impreza w Fabryce okazała się bardzo udana. Ekipa b-boys z Piechowic uznała ją nawet za najlepszą na jakiej kiedykolwiek była. Miło słyszeć to od kogoś, kto w niejednym tego typu wydarzeniu uczestniczył. Ludzie z Gryfowa i okolic również bawili się, jak to bywa w Fabryce, świetnie.

Tego wieczoru odbyły się 4 koncerty hip hopowe, oraz bitwa breakdancerów. Jako pierwsi wystąpili Szmitu i Sachu z gryfowsko-lubańskiego składu WTS. Był to jeden z pierwszych koncertów w historii ich zespołu, co było słychać. Następnie pojawili się kolesie z Lubańskiego OPL. Brzmieniowo wypadli najlepiej, przy okazji gromadząc ludzi pod sceną. Po nich do akcji wkroczył MC Kriss, podbijając nieco atmosferę. Hardkorowe teksty i dobre bity okazały się połączeniem, które jeszcze bardziej ożywiło publiczność. Ostatnią formacją, która pojawiła się na scenie było Ann Romith w składzie z Jurmenem, Rybsonem i Majki Majkiem. Chwilami chłopakom brakowało tchu, gubiły się również słowa tekstów, jednak publiczność skandująca „Ann Romith” okazała się głównym wyznacznikiem klimatu tego koncertu – czytaj: Ann dało radę. Tyle dodałbym do relacji pana Staszka, któremu dziękujemy za kolejne odwiedziny.

dragu

22 myśli na temat “Fabryka Rapu – koncert charytatywny”

  1. Pingback: Great Clips Coupon
  2. Pingback: Coupon Suzy
  3. Pingback: Ipad Silicone Case
  4. Pingback: Buy Facebook Fans

Możliwość komentowania jest wyłączona.