Ciach! Party

ciachŻycie nie zawsze jest usłane świeżutkimi resztkami żarcia i darmowym alkoholem. Nazywam się Przegryz, jestem szczurem, od 2 lat mieszkam w Fabryce. Do niedawna było super. Żyłem jak król w mojej norce, co rusz zapraszając młode szczurzyce na balangi. Od czasu do czasu ludzie urzędujący na górze organizowali imprezki. Wtedy było już całkiem grubo i zapraszałem znajomych z pobliskich kanałów. Pamiętam jak dziś, jak raz wpadła z nimi szczurzyca Pikantna, zrobiona na bóstwo. To była niesamowita noc, biegaliśmy razem po parkiecie, a potem zajadaliśmy się resztkami. Pikantna została u mnie na noc, a potem odprowadziłem ją do domu na rynek.

Od dłuższego czasu ludzie nie kombinowali nic w Fabryce. Do przedwczoraj, kiedy to zauważyłem, że przywożą swój sprzęt. W ich całej głupocie muszę im jedno przyznać – zabawy mają pierwsza klasa. Ucieszyłem się i wpadłem na rynek odwiedzić Pikantną. Pikantna bez zastanowienia zdecydowała się przyjść do mnie. Szczęśliwy popędziłem najciemniejszymi kanałami do mojego domu. Na miejscu spotkał mnie szok. Ludzie rozbierali moją chatę. To była cudowna śmieciowa willa w podpiwniczeniu Fabryki. Ci barbarzyńcy zabierali wszystko, pakowali do plastikowych toreb i wynosili do pobliskiego śmietnika. Nie mogłem nic poradzić. Co prawda udało mi się jednego z nich wystraszyć, ale wtedy zaczął we mnie rzucać jakimiś głazami i musiałem uciekać.

Gdy wróciłem zastałem zniszczoną posiadłość, barbarzyńcy wynieśli i wymietli dosłownie wszystko. Moje skrzętnie dobieranie meble z opakowań po herbacie, idealnie wyprofilowane łóżko z butelek, śpiżarnia z tonami smaczniutkich resztek – dorobek całego życia przepadł w przeciągu godziny. Najgorsze w tym wszystkim było to, że kolejnego dnia miała być impreza, a ja nie miałem odwagi powiedzieć Pikantnej, że jestem bankrutem.
Noc spędziłem na wędrówkach do pobliskiego śmietnika, starając się przenieść z powrotem do Fabryki chociaż cześć utraconych przedmiotów. Nie było to jednak proste. Udało mi się przytaszczyć jedynie łóżko, w którym nad ranem zasnąłem podłamany.

Gdy się obudziłem postanowiłem wszystko odwołać. Poszedłem do znajomych z kanału obok. Powiedzieli, że i tak wpadną i jak nie mam gdzie mieszkać, to tymczasowo mogę u nich. Jak to mówią: „prawdziwe szczury poznaje się w biedzie”. Podziękowałem im, jednak powiedziałem, że sam dam jakoś radę. Następnie wybrałem się na rynek, powiadomić o sytuacji Pikantną. Powiedziała, że mimo wszystko wpadnie wieczorem i zrobi mi małą niespodziankę. Podbudowany wróciłem do Fabryki i z niecierpliwością oczekiwałem zmroku.

Najpierw wpadły szczury z kanału obok, przyniosły świetny, lekko zzieleniały serek i piwko które znalazły po drodze. Pikantna trochę się spóźniła. Przyturlała ze sobą prawie pełną butelkę Tequili. Nie chciała powiedzieć skąd to wzięła.
Zajęliśmy się konsumpcją sera. Wtedy zauważyłem, że okruszki przylepiają się do wąsika Pikantnej. Wyglądała uroczo podczas podgryzania serka. Następnie zajęliśmy się rozpracowaniem piwka przytaszczonego przez chłopaków z kanału. Pokazałem, że nie na darmo nazywają mnie Przegryz i wygryzłem w puszce po dziurce do picia dla każdego. Tequile od Pikantnej postanowiliśmy zostawić na trochę później, a tymczasem wskoczyliśmy w wentylację i uderzyliśmy na górę zobaczyć, co ci głupi ludzie wyczyniają na parkiecie.

Była 21:30 i było jeszcze dosyć pusto. Nie zastanawiając się zbytnio wyszliśmy na parkiet trochę się pogibać. Pikantna wybrała ciemne miejsce w rogu sali. Chłopaki z kanału jeszcze nie do końca mieli nastrój do baletów, więc dołączyłem do szczurzycy, nie zważająć na ich smutne ryje. Tańczyliśmy z 5 minut, gdy jedna z ludzkich samic zaczęła piszczeć i wydzierać się: „Tu są myszy!” Złapałem Pikantną i szybko wróciliśmy do wentylacji. Denerwujące jest, że wołają na nas myszy. Ignoranci. Wróciliśmy z powrotem do mojej miejscówki i zajęliśmy się Tequilą.

Gdy skończyliśmy wybiła 22:30, czyli czas oficjalnego początku imprezy. Wróciliśmy na salę, były małe problemy w dotarciu z powodu kanalarzy – ich nastrój zmienił się na typowo imprezowy, a przy okazji mocno opóźniający dotarcie. Po wejściu na salę zaproponowałem schowanie się pod sceną. Pomysł spodobał się moim kompanom i już chwilę później nad nami zaczął grać DJ Miśek. Wyjrzałem spod sceny, żeby zobaczyć, co wyczyniają ludzie. Było ich całkiem sporo i bujali się dziwacznie pod sceną. Żal było patrzeć, aż by się chciało nauczyć ich paru stylowych szczurzych ruchów. Miśek grał do 24:00 prezentując dobrze znane kawałki. Pikantna była wniebowzięta. Tuż przed zmianą DJ’a pod scenę wpadło kilka znajomych szczurzyc ze stacji kolejowej. Na pyskach chłopaków z kanałów pojawiły się wyraźne uśmiechy.
Tymczasem na górze rozpoczął grać DJ Claudyny. Zrobiło się głośniej i ciężej, w porównaniu z występem Miśka. Z Pikantną nie zawsze potrafiliśmy się odnaleźć przy tych rytmach. Najgorszy był jednak chwilami nadmierny hałas muzyki.

Około 1:00 znów wyjrzałem co robią ludzie. Było ich około 90-ciu i nadal dziwacznie się bujali.

Na scenie ponownie zjawił się Miśek. Jego muzyka była doskonałą sposobnością, aby pobujać się z Pikantna. Bawiliśmy się świetnie jeszcze przez godzinę. Potem ziomki z kanałów zaproponowały nam wypad do siebie na kolejna porcje pysznego serka. Podpita Pikantna zaproponowała, żebyśmy wyszli z przytupem, przebiegając przez calą salę. Wszyscy się uśmialiśmy i przystaliśmy na tę propozycję. Wybiegliśmy gromadą na parkiet powodując niezły popłoch wśród ludzi. Tym razem krzyczeli prawidłowo – „Szczury! Szczury!” Pobiegaliśmy trochę po sali robiąc niezłą trzodę, a gdy uchyliły się drzwi wyjściowe wybiegliśmy na zewnątrz. W doskonałych humorach udaliśmy się do kanału.

Następnego dnia wszyscy razem wróciliśmy do Fabryki poszukać gadżetów do mojego starego-nowego domu. Ludzie to straszni syfiarze, dzięki temu udało się nam skompletować część wyposażenia i zapełnić moją nową śpiżarnię. Następnie pożegnałem się z kanalarzami i szczurzycami ze stacji. Pikantna poszła do mnie, a nasz wspólny after trwał jeszcze do wieczoru.

dragu

8 myśli na temat “Ciach! Party”

Możliwość komentowania jest wyłączona.